Men i Blacktrax – Piotr Basek i Łukasz Kubiak w OOH Magazine ( październik 2018 )

We wrześniowym i październikowym numerze OOH Magazine ukazał się dwuczęściowy wywiad „Men i Blacktrax” z Piotrem Baskiem i Łukaszem Kubiakiem, założycielami TSE Grupa.

Men i Blacktrax – pażdziernik 2018

druga część wywiadu ( przedruk )

Technika eventowa to raczej męska sprawa, a mężczyźni podobno nie dorastają, tylko zmieniają swoje zabawki na większe, lepsze, droższe. O to, czy tak jest, czy prowadzenie przedsiębiorstwa w branży techniki i technologii scenicznej to realizacja pasji, czy duża odpowiedzialność, zapytaliśmy założycieli oraz obecnych członków zarządu TSE Grupa, firmy, która od ponad 20 lat konsekwentnie rozwija ten segment rynku w Polsce.

Zapraszamy  na drugą cześć wywiadu, Man and BlackTrax

A w nim porozmawiamy o tym, jak praca w branży eventowej wpływa na styl życia, czy (i jak) w technice eventowej odnajdują się kobiety oraz jaki kodeks zasad powinien obowiązywać w pracy?

KK: Czy technika eventowa to męska sprawa?

PB: Współpracujemy przede wszystkim z mężczyznami.

ŁK: Chociaż na Zachodzie jest sporo kobiet w tym zawodzie.

KK: Kobieta realizator światła lub dźwięku? Kobieta technik sceniczny? Kobieta elektryk?

PB: Tak. Pamiętam dziewczynę, która pracowała przy zbijaniu krat, znam też realizatorki światła, jednak wciąż kobiety w tej branży rzadko się spotyka. Może dlatego, że jest to praca fizyczna, nawet realizator często uczestniczy w montażach. Wiąże się także ze specyficznym trybem życia, częstymi wyjazdami, zleceniami wykonywanymi w nocy. Można ją porównać do zawodu kierowcy tirów. Kobiety go wykonują, ale wciąż rzadko.

KK: Czy istniej kodeks, zasady, wypracowane standardy, którymi kierujecie się Wy i wasi współpracownicy?

ŁK: Współpracujemy na co dzień z ponad 50 osobami. Zasady są więc bardzo potrzebne, by sprawnie realizować zadnia w trakcie produkcji. I mam na myśli nie tylko te wypracowane poprzez doświadczenie zawodowe, ale również takie, które ważne są po prostu w życiu, jak: uczciwość, chęć pomocy, solidarność.

PB: Praca przy montażu jest ciężka. Bez podziału zadań, doświadczenia i zgrania nie osiągnie się dobrych wyników. Bardzo zależy nam na wizerunku firmy, a dobry odbiór tworzy się w odniesieniu do całego procesu realizacyjnego. Klient ocenia, czy przygotowujemy zaplanowane rzeczy zgodnie z harmonogramem, jak wygląda montaż, itd. Jeżeli podczas montażu panuje porządek, praca wykonywana jest według planu, obowiązuje wyraźny podział zadań, widoczny jest człowiek, który dowodzi ekipą, świadczy to o doświadczeniu i wypracowanych standardach. Zdarza się nam często, że zostajemy podczas montażu bez nadzoru klienta. A to oznaka zaufania.

KK: A czy nie jest trochę tak, że jesteście na evencie od tzw. brudnej roboty? Że organizator/klient oczekuje widocznych efektów, a nie chce widzieć ludzi, którzy za nie odpowiadają?

PB: W trakcie samego eventu najważniejsi są oczywiście jego uczestnicy i logotypy organizatora, my jesteśmy firmą, która zabezpiecza pewien odcinak imprezy. Mamy jednak obrandowane samochody, odpowiednio ubranych pracowników. TSE to powód do dumy, a nasza obecność na evencie jest sygnałem, że od strony technicznej wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. Nasi pracownicy w trakcie eventu powinni przybywać na zapleczu sceny i w realizatorce by pilnować przebiegu imprezy. I ważne jest, by okazać im szacunek i zadbać o odpowiednie warunki pracy, w trakcie realizacji, właśnie w tych miejscach i ze względu na funkcję, którą pełnią.

KK: Istnieje stereotyp, że z technikiem na evencie się nie dyskutuje, on i tak zrobi, co będzie uważał za stosowne? Jesteście niesterowalni?

PB: Z technikiem się nie dyskutuje, przynajmniej u nas. Technik podlega kierownikowi swojego odcinka a kierownik wykonuje plan zgodnie z harmonogramem. W zasadzie nie powinno być tak, że osoby z agencji/organizatora próbują załatwić z nim swój problem. Pracownicy agencji powinni zawsze, bez względu na okoliczności, kontaktować się z osobą do takich kontaktów wyznaczoną. Ostatecznie prośba agencji, czyli naszego klienta, i tak zostanie zrealizowana, ponieważ staramy się być elastyczni i otwarci. Jednak decyzję, co i jak ma zostać zmienione, powinni podejmować ci, co odpowiadają za planowanie i harmonogramy, a nie technik. Do kontaktów z agencją/organizatorem wyznaczony jest kierownik projektu. Kiedy projekt nabiera realnych kształtów, włączamy do spotkań i kontaktów osoby odpowiedzialne za poszczególne odcinki. I są to ludzie, którzy mogą odpowiedzialnie zdecydować o zmianie. Błędem jest myślenie, że jeżeli technik nie wykona polecenia pracownika agencji, to jest to nadużycie. To nie zła wola, tylko rzetelne wywiązywanie się z powierzonych obowiązków.

KK: W jakim stopniu odpowiadacie za sukces eventu?

PB: W naszej pracy spóźnienie o jeden dzień może spowodować, że jest po evencie, hahaha! Staramy się zawsze wykonać zlecenie. Jak występują nieprzewidziane okoliczności, np. zepsuty sprzęt, zmiana warunków pogodowych, zawsze dążymy do rozwiązania problemów pozytywnie, stojąc po stronie agencji/organizatora. Nasze: wiedza, doświadczenie, ludzie, sprzęt i olbrzymia wola działania są po to, by odbiorca nie poczuł i nie zauważył, że coś idzie nie tak jak w scenariuszu. Zawsze w pierwszej kolejności ratujemy event.

KK: Czy agencje/organizatorzy zdają sobie z tego sprawę?

PB: Nie kłaniamy się ze sceny. Mamy jednak nadzieję, że istnieje świadomość zarówno wśród naszych klientów, jak i uczestników eventu, że jest ktoś, kto ciężko pracował, realizując to, w czym mogli brać udział. Być może nie zdają sobie sprawy, jak dużo osób przygotowało to, co w ostatecznym kształcie widzieli, ile godzin zajęło przygotowanie, ile urządzeń i kabli zostało użytych, zawsze jednak otrzymujemy podziękowania za dobrą współpracę.

KK: Czy rynek techniki eventowej w naszym kraju można usprawnić? Czy jest coś co ułatwiłoby Wam pracę?

PB: Wcześniejsze planowanie i potwierdzanie imprez przez klientów. Odpowiedni podział obowiązków na evencie, wyraźne wyznaczenie ról i zadań.

ŁK: Długoterminowa współpraca z klientami ułatwia pracę, umożliwia planowanie inwestycji i dostarczanie nowoczesnych rozwiązań. Pomogłaby również profesjonalizacja branży. W Niemczech są szkoły, które uczą zawodu technika estradowego, a zwieńczeniem edukacji jest państwowy dyplom. Istnieją również wyspecjalizowane organizacje, które dbają o jakość pracy w trakcie realizacji. W naszych realiach sami zapewniamy szkolenia pracownikom, dzięki czemu mamy bardziej doświadczonych i wyedukowanych pracowników, którym musimy zapłacić odpowiednie wynagrodzenie. Na rynku funkcjonują jednak firmy, które w ogóle nie przeprowadzają szkoleń, przez co ich usługa jest tańsza. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, jakiej jakości będzie to usługa. Istotna jest więc również większa edukacja organizatorów, co umożliwi np. lepsze dopasowywanie budżetów do oczekiwanych efektów i jakości wykonywanej usługi.

KK: Co Wam przeszkadza w funkcjonowaniu?

ŁK: Rozdrobnienie rynku. Istnieje wielu małych podwykonawców, oferujących technikę estradową, którzy sprzedają, moim zdaniem, kota w worku. By zdobyć jakiekolwiek zlecenie, obniżają drastycznie cenę, psując rynek. Uciążliwy jest także brak innego niż cena kryterium w przetargach, w których dosyć często uczestniczymy. Dostarczamy specjalistyczną usługę, której jakość zależy od wielu czynników, dlatego cena nie powinna być przeważającym kryterium.

KK: Czy praca ma wpływ na styl Waszego życia?

ŁK: Każda praca inna niż biurowa narzuca specyficzny styl życia, a nasza jest nietypowa: wyjazdy, nieobecność w domu, brak sztywnego grafika. Jeżeli ktoś lubi to, co robi i traktuje ten zawód jak pasję, to stara się go pogodzić z życiem osobistym. Na szczęście większość z nas ma rodziny, które to zaakceptowały. A nagrodą jest satysfakcja z udanych realizacji, dzięki którym ludzie mogą przeżyć wyjątkowe chwile.

PB: Nasza firma to już struktura, nie tylko ja i Łukasz. Zatrudniamy osoby, do których mamy zaufanie. A dobre planowanie i podział obowiązków pozwalają unormować czas pracy. Ja nie odczułem, że coś poświęciłem. Lubię tworzyć i rozwijać. Gdy powstawała firma, to wszedłem w projekt całym sobą. TSE Grupa to nasz dziecko, które jest już trochę starsze i bardziej samodzielne, dzięki czemu możemy pozwolić sobie np. na urlop a firma będzie nadal funkcjonowała. Bo każdy wie co ma robić. Korzystamy z systemów informatycznych stworzonych dla nas, nie ma w naszej firmie przypadkowości. Dzięki temu zarządzanie jest prostsze. I mniej czasochłonne. Chociaż wciąż wyzwań jest wiele i się nie nudzimy.

KK: Przeszliście drogę od spontanicznego i hobbistycznego powstania i funkcjonowania firmy do dobrze zarządzanej dużej działalności, zatrudniającej kilkadziesiąt osób.

PB: Tak. Firma obecnie mocno stoi na nogach, chociaż wciąż się rozwijamy, jednak dzieje bardziej planowo wykorzystując wiele narzędzi. Stworzyliśmy na przykład autorski program do rozliczania ekip, działający w chmurze, który pozwala pracownikom rozliczać się za pomocą telefonu. Staramy się na bieżąco poprawiać funkcjonowanie TSE, tak, by była to dobrze zarządzana, nowoczesna działalność, która może z powodzeniem realizować kilka projektów jednocześnie.

 

tekst oryginalny, kliknij w link żeby ściągnąć

Zobacz też